Wolność słowa i wypowiedzi  to jedna z podstaw funkcjonowania państw określanych mianem demokratycznych.  W XXI wieku głównym medium dającym „pole do popisu”  dla mas stał się Internet. Wypowiadając się na stronach internetowych, forach czy też blogach mamy szansę na dotarcie do szerokiego grona odbiorców.

Każda wolność ma jednak również swoje ograniczenia ;)  Nie inaczej jest również z treściami zamieszczanymi w Internecie. Kilkanaście dni temu Google przedstawił dane dotyczące ilości zapytań wysyłanych przez agencje rządowe poszczególnych Państw, a dotyczących usunięcia konkretnych treści z zasobów Google tudzież uzyskania danych osobowych osób poszukiwanych.

Udostępnione przez Google dane obejmują okres od 1 lipca 2009 do 31 grudnia 2009. Wierząc w obietnice złożone na oficjalnym blogu Google, mają one być systematycznie aktualizowane.   Tymczasem przyjrzyjmy się temu, co działo się w tym temacie w drugiej połowie ubiegłego roku. Statystyka skierowanych do Google próśb przedstawia się następująco:

[singlepic id=1 w=320 h=240 float=center]

Ilość przesłanych zapytań też nie do końca oddaje rzeczywistą skalę problemu, ponieważ najczęściej za jednym „zamachem” agencje wysyłają prośby dotyczące kilku, kilkunastu spraw.

Samo zgłoszenie danej sprawy nie wiąże się oczywiście z automatycznym usunięciem danych przez Google (wyjątkiem są oczywiście nakazy sądowe).  Swoisty „CTR” jakie osiągają agencje rządowe poszczególnych Państw nie rzuca na kolana:

[singlepic id=2 w=320 h=240 float=center]

Do tego warto przyjrzeć się skąd konkretnie usuwane są dane:

[singlepic id=3 w=320 h=240 float=left] [singlepic id=4 w=320 h=240 float=center]

Podaję tu przykłady dwóch Państw – liderów inwigilacji społeczeństwa za pomocą Internetu. Wynika z nich, że spokojnie spać nie mogą zwłaszcza użytkownicy portalu YouTube.com. Dodatkowo agencje brazylijskie szczegółowo śledzą niezwykle popularny w ich kraju (ponad połowa użytkowników pochodzi właśnie z Brazylii) portal społecznościowy Orkut.

Na tym tle Polska jawi się jako oaza spokoju. Co prawda w ilości wysłanych zapytań zajmujemy 11 miejsce, ale żadna z próśb nie została spełniona przez Google. Widocznie nasi internauci są póki co sprytniejsi niż ich koledzy zza granicy. Biorąc jednak pod uwagę, że duża działań dotyczy przestępstw (np. pornografii dziecięcej) nie jest to informacja, z której należy się cieszyć.

Śledząc wyżej przedstawione dane i analizując je, rzuca się w oczy brak Państwa, które „słynie” ze szczególnej kontroli swoich obywateli. Chodzi oczywiście o Chiny.

[singlepic id=5 w=320 h=240 float=center]

Sprawa jest prosta – chińscy urzędnicy traktują informacje dotyczące cenzury jako tajemnicę państwową i w związku z tym, Google danych tych nie ujawnia… Jest to kolejna kontrowersja związana z działaniami Google w Chinach. Jako, że cały „związek” Google z Chinami jest sprawą niezwykle ciekawą, już w przyszłym tygodniu postaramy się przedstawić historię Google w Chinach, ze szczególnym uwzględnieniem toczącego się konfliktu.