„Pomagając innym pomagasz i sobie” autor nieznany

Każdy z nas, bez wyjątku czy mały, czy już dorosły, ma w sercu potrzebę dzielenia się z innymi, dawania czegoś bezinteresownie. Jest ona mocno zakorzeniona w naszej naturze, ot tak po prostu. Co więcej, wielu z nas powie, że dużo przyjemniej jest dawać i widzieć radość osoby obdarowanej! Trudno się nie zgodzić!

Nie ulega wątpliwości, że dawanie pomaga nam samym – czyni nas lepszymi ludźmi, uszlachetnia, sprawia, że zaczynamy patrzeć na świat innymi oczami. Jeszcze większa radość jest wtedy, kiedy pomagamy i dowiadujemy się, że nasza pomoc była potrzebna właśnie tu i teraz.

#PMocni w odpowiednim momencie

Tak właśnie było w przypadku Rodzinnego Domu Dziecka w Lublinie, prowadzonego przez Siostry Dominikanki Matki Bożej Różańcowej. Pilną wiosenną potrzebą było pomalowanie ścian pomieszczeń, w których na co dzień przebywają dzieciaki – pokoje, korytarze, jadalnia, czytelnia oraz pomieszczenia socjalne. Te ostatnie przez wzgląd na wymogi sanepidu.

Siostry Dominikanki wiedzą, że nie zastąpią dzieciom matczynych ramion i zabaw z tatą, ale starają się jak mogą, aby dzieci jak najmniej odczuwały TEN brak – oprócz czułej opieki, dzieciaki mają ładne i czyste pokoje, zawsze wyprasowane ubranka, miejsce do odpoczynku i zabawy, smaczne posiłki.

Maluchy w wieku od roku do dziewięciu lat przemierzające korytarze, bawiące się wszędzie, poznające otaczający ich świat, zostawiają swoje ślady. Farba z ostatniego malowania zaczęła schodzić – ileż razy można ją myć? Dlatego Siostry zaczęły szukać ofiarodawców oraz osób, które pomogą odmalować powierzchnie. Same, w miarę możliwości finansowych, zakupiły farby do pokoi dzieci i zaczęły malować ściany wraz z pomocą przyjaciół. Jaka była radość z tego, że udało się nam znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie, aby usłyszeć prośbę i ruszyć z pomocą. Jak się później okazało, potrzeb było więcej.

Rodzinny Dom Dziecka w Lublinie

Rodzinny ośrodek opiekuńczo-wychowawczy prowadzony przez Siostry Dominikanki, na czele z s. Lidią (Przełożona Domu Zakonnego) i s. Renatą (Dyrektor Rodzinnego Domu Dziecka), obecnie opiekuje się dziewięciorgiem dzieci w wieku od roku do dziewięciu lat. Szczęśliwie, co jakiś czas kolejne dzieci znajdują nowe kochające domy, ale zdarza się także tak, że dzieci mieszkają w ośrodku do 18. roku życia.

W momencie rozpoczynania współpracy z RDD u Sióstr była siódemka dzieciaków. W międzyczasie dołączył niespełna roczny, uroczy chłopiec, a swoje domy znalazła trójka dzieci. Została czwórka rodzeństwa, do którego po niedługim czasie dołączyła kolejna czwórka. Przygnębiająca jest świadomość, że bardzo rzadko zdarzają się rodziny adoptujące całe rodzeństwo. Ale cuda się zdarzają i tak jak Siostry modlą się o nowe kochające domy dla swoich dzieciaczków, tak my też pokładamy nadzieję, że znajdą się rodziny, które będą chciały dać takiej gromadce miłość i nowy dom.

Rodzinny Dom Dziecka jest czysty i wypełniony prawdziwą życzliwością i ofiarną miłością dla tych dzieci. Można to zobaczyć i poczuć. Siostry dbają o każdy aspekt rozwoju dzieci. Jeśli dzieci marzą o czymś, co jest w zasięgu przeciętnej rodziny w Polsce i nie jest naprawdę zbędną zabawką, starają się odkładać i kupują – tak jak zrobiliby to kochający rodzice. Jeśli potrzebna jest diagnoza w kierunku jakiejś dysfunkcji czy schorzenia, to szukają środków finansowych i pomagają podopiecznemu. Tak jak chociażby w diagnozie dyskalkulii, którą jako PMocni mieliśmy możliwość sfinansować.

Podczas pierwszych rozmów z s. Lidią, oprócz spisania listy potrzebnych rzeczy:

  • farby i usługa malowania,
  • wykładzina na korytarz,
  • dywan do pokoju starszaków,
  • zasłonki prysznicowe,
  • komoda na zabawki i książki do pokoju zabaw,
  • biurka do nauki,

udało nam się ustalić, że marzeniem ich podopiecznych są… zajęcia z końmi. To także udało się nam zorganizować z dostępnych środków. J  Spełnienie takich drobnych marzeń wlewa w młode serca wiele radości i nadziei, przez co perspektywa na świat jest nieco lepsza i przyszłość maluje się w bardziej pozytywnych barwach. Samo oczekiwanie na zajęcia i później obcowanie z tymi pięknymi zwierzętami, a przy okazji łagodzenie skutków czasem dość ciężkich doświadczeń w domu rodzinnym, to naprawdę cenne przeżycie. Pierwsze zajęcia z końmi dzieciaki mają już za sobą i z ogromną niecierpliwością czekają na kolejne.

#PMocni do dzieła, czyli co udało się zmalować

Najpilniejsze przedświąteczne zadanie zakupu farb oraz pomalowania ścian musieliśmy zrealizować ASAP, ale te w Performance Media są nam niestraszne. Akcja malowania pomieszczeń przeprowadzona została przez dwie ekipy – profesjonalnych malarzy i tych, którzy uwielbiają ASAPy – Magdę, Kamila i Grześka. Chętnych było więcej, ale liczba miejsc w ekipie PMocnych malarzy mocno ograniczona.

Malowanie jadalni zajęło nam 1 dzień „roboczy z nadgodzinami”. Ekipa malarzy także sprawnie sobie poradziła z pozostałymi pomieszczeniami. Było naprawdę dużo pracy, gdyż oprócz malowania trzeba było opróżnić szafy z zastawy stołowej, zabezpieczyć okna, parapety, podłogę, wymontować oświetlenie i przesunąć pianino.

Siostry były zachwycone efektem finalnym (nie tylko w jadalni), a dzieci przeszczęśliwe.

Utkwiło mi w pamięci jedno wzruszające zdanie, które usłyszałam po całym dniu pracy: „Dziękuję, że zaprosiłaś mnie do tego malowania. Ile radości jest w dawaniu czegoś od siebie.”

Umiesz dawać? Naucz się także otrzymywać

Po skończonych działaniach, w tym m.in. dostarczeniu książeczek, zasłonek, biurek, s. Lidia nie wiedziała, jak podziękować, aby wyrazić w pełni swoją wdzięczność. Zapewniła o modlitwie, a my stwierdziliśmy, że sami zyskaliśmy dawaniem i możliwością zmiany tego małego skrawka rzeczywistości na lepszy. Człowiek naprawdę nabiera ochoty na więcej, a Performance Media daje nam takie możliwości, co jest wspaniałe!

Ty też masz PMoc

Nie raz i nie dwa przy okazji działań charytatywnych spotykamy się ze stwierdzeniem, że i tak nie da się pomóc wszystkim. To oczywiste! Ale czy to znaczy, że mamy przestać się starać, nie wspierać małych potrzebujących wysp na morzu potrzeb? Absolutnie nie! Przecież dobro zaczyna się od odruchu serca, wyciągniętej dłoni, spojrzenia w oczy ze zrozumieniem, poświęcenia wolnego czasu, który i tak, w dużej mierze, upływa nam na sprawach/rzeczach kompletnie nieistotnych.

Czasem wystarczy tylko ten czas, pomoc w zakupach starszej sąsiadce, udostępnienie linku ze zbiórką na osobę chorą w Social Mediach, zachęcenie przez komunikator znajomych do wpłacenia nawet kilku złotych, zaangażowanie się w wolontariat… Mamy tak wiele możliwości w zasięgu naszych rąk, które potrafią zmienić naprawdę wiele. Szczególnie w XXI wieku, gdzie dostęp do informacji jest niemal nieograniczony. Wykorzystujmy media społecznościowe także, a może przede wszystkim, do szczytnych celów!

Nie daj sobie wmówić, że życie to tylko praca, a praca to tylko pieniądze i wspinanie się po szczeblach kariery. To także możliwości rozwoju Ciebie jako człowieka i realizowania wewnętrznych potrzeb serca. Jeśli szukasz pracy w branży szeroko pojętego marketingu internetowego w Lublinie czy Warszawie i tak jak #PMocni chcesz zmieniać małe-wielkie światy na lepsze, sprawdź aktualne rekrutacje.