Korzystanie ze smartphone’ów i innych urządzeń mobilnych rośnie w szybkim tempie. Oznacza to, że rynek wyszukiwania mobilnego idzie w tym samym kierunku.

We wrześniu na berlińskich targach elektroniki konsumenckiej IFA Eric Schmidt (z Google) wypowiadał się na temat przyszłości wyszukiwarek, które mają być szybkie, osobiste oraz wszechwiedzące do tego stopnia, że mają dawać wyniki wyszukiwania, nawet w sytuacji kiedy konkretne wyszukiwanie nie będzie przeprowadzone.

Schmidt podkreślał wówczas wzrost znaczenia smartfonów, cloud computing, jak też powszechność Internetu, które stwarzają możliwości tworzenia nowych produktów oraz budowania nowych platform z wykorzystaniem do tego celu potencjału jaki daje sztuczna inteligencja. Ma to ostatecznie doprowadzić do tego, że wyszukiwanie będzie czynnością osobistą – poza stronami WWW, będzie obejmować inne ważne informacje. A wszystko po to, aby w wyniku wyszukiwania użytkownik otrzymywał to czego aktualnie potrzebuje.

Schmidt zapowiadał również, że kolejnym krokiem w rozwoju wyszukiwania będzie właśnie dostarczanie wiedzy, której użytkownik nie posiada, a którą jest zainteresowany. W związku z tym pewne czynności będą działy się automatycznie:

I tak kiedy będę spacerował ulicami Berlina – a lubię historię – to oczekiwałbym, aby mój komputer, mój smartfon cały czas wysyłał zapytania do wyszukiwarki. Czy wiesz, że? Stało się to tutaj. Stało się to tam. Wiedząc kim jestem, co mnie interesuje i gdzie aktualnie się znajduje, działałby autonomicznie, samodzielnie zadając zapytania.

Pod koniec ubiegłego roku również Marissa Mayer z Google wypowiadała się o rozwoju mobilnych usług geolokalizacyjnych. Poinformowała, że liczba wyszukiwań lokalnych podwoiła się w ciągu 12 miesięcy. Od tego czasu zwiększyła się już zapewne czterokrotnie. Jednak wyszukiwanie mobilne to coś zupełnie innego niż wyszukiwanie za pomocą komputera. Po pierwsze wyszukiwanie mobilne może być dobrze zlokalizowane na podstawie współrzędnych GPS. Po drugie ludzie korzystają z wyszukiwania mobilnego inaczej niż podczas standardowego wyszukiwania. Ich potrzeby są bardziej bezpośrednie i bezzwłoczne. Ostatecznie oznacza to, że dla wyszukiwania mobilnego niezbędny jest oddzielny algorytm. I podobnie jak w przypadku wyszukiwania lokalnego, Google przeznaczy na niego znaczące zasoby w 2011 roku.

W opublikowanym wczoraj w Harvard Business Review artykule Eric Schmidt zdaje się potwierdzać wcześniejsze zapowiedzi:

Jesteśmy w miejscu, gdzie pomiędzy możliwościami geolokalizacji telefonu, a wbudowaną w telefon platformą przeglądarki, możliwe jest dostarczanie spersonalizowanych informacji o tym, gdzie jesteś, co możesz teraz robić, itp.

Jednak, aby zrealizować swoją wizję, Google musi znacznie rozwinąć prace w trzech obszarach:

  1. Skupić się na rozwijaniu szybkich sieci (zwanych ogólnie LTE). Będą one około 10 razy takie (transfer rzędu 8 – 10 Mb), jak te które są obecnie i umożliwią wprowadzenie nowych i kreatywnych aplikacji (przede wszystkim rozrywkowych i społecznych) do tego typu telefonów.
  2. Uczestniczyć w rozwoju usługi płatności przez telefon. Jest to istotne przede wszystkim w przypadku biedniejszych części świata, gdzie telefony wykorzystywane są jako banki.
  3. Zwiększyć dostępność smartfonów również w najbiedniejszych częściach świat m.in. poprzez zmniejszenie ich ceny. Spowoduje to otwarcie internetu przed miliardami nowych użytkowników powodując zmianę ich świadomości odnośnie informacji lokalnych i globalnych.

Wczorajsza wypowiedź Schmidta informuje zatem o tych samych planach dotyczących wyszukiwania mobilnego, o których można było przeczytać już od kilku miesięcy, osadza je jednak precyzyjniej w czasie. Schmidt podkreśla bowiem, że wszystkie projekty zaplanowane przez Google na ten rok są powiązane z usługami mobilnymi.

(Źródło: